Archiwa kategorii: Książka

Pytanie o preferencje

Chciałbym spróbować wydać „Drogę” na papierze poprzez crowdfounding, a konkretnie przez https://polakpotrafi.pl/.

Jak się uda, to dobrze, jak nie, to trudno.

Nie wiem jednak jakie są preferencje ludzi. Gdyby pojawiła się taka zbiórka, to jaka oferta z większym prawdopodobieństwem zyskała by chętnych (nabywców lub wspierających): dwa tomy po 500 stron w twardej okładce za 125 zł czy w miękkiej za 82 zł?

Niby w miękkiej wychodzi taniej, ale twarda okładka to na dodatek książka szyta nie klejona, zatem coś solidnego.

 

Raport nr 4 z rozpowszechniania się „Drogi”

Niełatwe są między nami relacje. Najpierw to była krew, pot i łzy przy tworzeniu ponad tysiącstronicowej relacji. Potem zachwyt i ekstaza, że się udało. I ogromne nadzieje na przyszłość. Że wydadzą. Że poznają się. Że przecież… wiadomo, co w środku. Dalej przyjemny okres, burzliwego dość, rozpowszechniania się i wreszcie przyszła jesień, a potem zima.

Nikt cię nie chce, moja „Drogo”, z tych wielkich, usytuowanych, wyposażonych. Siedzą wysoko w swoich fotelach, na swoich pozycjach, zajęci przesypywaniem tego, czego ich nauczono. Czyż mogę mieć do nich pretensje? Pewnie, że mogę. Tyle, że to byłoby głupie. Po prostu głupie.

A jednak. A jednak ciągle nie możesz się skończyć. Ciągle ktoś cię czyta, podzieli się opinią o wrażeniach z lektury. I ciągle – ile razy można powtarzać „ciągle”? – są to wrażenia bardzo pozytywne.

Więc, choć już miałem o tobie zapomnieć, odłożyć cię na półkę z napisem „zapomnienie” albo tą z tytułem „odrzucenie”, ciągle do mnie wracasz. Czymże jesteś? – chciałbym zapytać. Bo droga to przecież coś niepomiernie więcej, niż droga po prostu. To coś „tak dużo”, że nie sposób opisać, ani wypowiedzieć. Może to nić życia, którą dane mi było, jakoś poprzez czas, emocje, zdarzenia i czynności wpleść w to życie przez duże „Ż”. Jak każdemu z nas zresztą.

Byłem w drukarni. Najpierw rozpoznanie zdalne, teraz wizyta techniczna. Tak można wydrukować. Tysiąc stron na jedną książkę?
– Nie ma mowy – kręci głową drukarz/wydawca – rozleci się.
– Nawet jak szyta?
– Nawet jak szyta.
– To co?
– To muszą być dwa tomy po pięćset.

Więc generalnie to jest do zrobienia. Serio. To możliwe. Cena za książkę w grubej oprawie i szytą a nie klejoną, taką na 500 stron, to 45-60 zł. przy małym nakładzie.  Może coś się da taniej, bo to pierwsza oferta.  Wiadomo. Książka z dwóch tomów, to by było 90-120 zł. Są ceregiele z watem i egzemplarzami obowiązkowymi. Ale może na święta? Choć to już późno.

Więc mógłbym poprosić potencjalnych czytelników o deklaracje czy chcą i potem przyjąć wpłaty. Byłoby zapotrzebowanie i finansowanie. Drukarnia spokojnie wydrukuje za te pieniądze. Byłaby realizacja. Ale tu pojawia się problem. Bo trzeba by ludziom, tę książkę sprzedać. A to transakcja i działalność gospodarcza. Partyzantka tu odpada. Więc koszt w postaci choćby ZUS. To nie dla mnie.

Więc mam kłopot ze stroną transakcyjną. Konstruktywne podpowiedzi mile widziane.

Chodzi mi też ciągle po głowie audio. Ale to na później. Bo trzeba by jakiś porządny mikrofon. A który porządny? A ile to? I tak dalej. I temu podobne.

Więc nie odkładam „Drogi” na półkę. Zawsze proszę i apeluję o jej polecenie, rzecz jasna tylko wtedy jak sama do siebie czytającego przekona. Jest to jedna z tych rzeczy, które zrobiłem w życiu, że gdy sobie o niej pomyślę, to się uśmiecham. To chyba jednak dobrze…

Na koniec liczby.
Ilość pobrań darmowych: 1 274
Ilość osób pobierających:     700  (szacunkowa)
Ilość recenzji po przeczytaniu całości: 5
Ilość dotacji: 4
Ilość zakupów ebooka: 8   (cena jest trochę zaporowa: 45 zł)
(większość i tak zjadają podatki i koszty dystrybucji)
Ilość informacji o tym, że książka jest czytana jest spora ale już już jej nie liczę.

Tak szczerze mówiąc to podziwiam ludzi, którzy tak długą książkę czytają w postaci elektronicznej. Wierzę, że „Droga” ukaże się drukiem.

Strona do deklarowania chęci nabycia „Drogi” drukiem już jest i działa. Można za jej pomocą taką chęć wyrazić. Jak chętnych nie będzie, to kłopot z głowy 🙂 Jak będą, to będzie doping, by jakość ten podmiot przeprowadzający transakcję znaleźć i całość doprowadzić do skutku. Zysk w każdym przypadku 🙂

Raport z rozpowszechniania się „Drogi” nr 03

20150917_010644

Ilość pobrań przekroczyła 1 000  (słownie: tysiąc). Jednocześnie dynamika ich przyrostu wytraca pęd. To naturalny proces i jednak osiągnięcie, co do skali rozpowszechnienia się książki, cieszy.

Dane w liczbach to:
– ilość pobrań książki: 1 005
– ilość osób, które pobrały książkę: 650  (w przybliżeniu)
– ilość informacji zwrotnych, że ktoś czyta: 30
– ilość osób, które dały znać, że skończyły czytać całość: 4
– ilość recenzji po przeczytaniu całości: 3
– ilość dotacji: 3

Gdyby ktoś mnie zapytał, czy biorę takie wyniki, gdy tekst jeszcze pisałem, odpowiedziałbym, że w ciemno. Jednak największą wartością, zwrotem, korzyścią są wypowiedzi i oceny czytających. Całej reszty mogłoby nie być, w zestawieniu z tym prostym faktem, że rzecz „z podziemia”,  „partyzancka”, nieumocowana w żadnych strukturach, nie wspierana i nie popierana, napisana nie przez jakiś autorytet tylko przez zwykłego człowieka, dociera do ludzi i jest dla nich jakąś tam, prawdziwą a nie wpieraną, wartością.

Więc dziękuję, za wszystkie sygnały i opinie. Polacy nie są zbyt skłonni do ich wyrażania. Lubimy być widzami. Więc każdy taki sygnał słowny, że czytam albo przeczytałam, co o tym sądzę, to dla mnie piękna rzecz.

Dostaję też po głowie, co muszę przyznać, trochę do mnie też dociera. Moi rodacy piszą mi takie rzeczy jak:

Wędruje sobie brodaty safanduła po świecie, bez zbożnego celu, niczym Kozia Bródka – bohater opowiastki Kornela Makuszyńskiego. To co przemierzył, zobaczył, doznał i przemyślał, a nawet co mu ślina na język nasunęła – spisywał potem każdego dnia.

Autor wygląda na „wierzącego agnostyka”. Brednie!

Muszę przyznać że sposób promocji „Najpiękniejszej na świecie książki” jaki Pan obsesyjnie uskutecznia efektywnie mnie odstręcza od wszelkiego zainteresowania Pańską pielgrzymką do Santiago de compostella i jawi mi się jako subtelna forma Pańskiej nieuświadomionej megalomanii.

Czy jestem megalomanem, safandułą spisującym, co mu ślina na język nasunęła, obsesyjnie uskuteczniającym promocję swoich bredni? Nie wiem. Może. Jeśli tak, to proszę o więcej takich uwag. Człowiek najłatwiej się myli przy ocenie własnych intencji i zachowań. Mylnie siebie i to co robi postrzega, gdy tymczasem bliźni zwrócą mu, z dobrego serca, uwagę na to – jaki jest naprawdę.

Osoby piszące te oceny, przedstawiają się generalnie jako bardzo religijne. Więc może coś w ich opiniach jednak jest?

Od niedawna książka jest dodatkowo dostępna w formie ebooka, do kupienia w księgarni internetowej. Z różnych względów uznałem to za potrzebne. ISBN. Z czasem umieszczenie w katalogach tych najbardziej popularnych jak Empik. Itd. Książka nadal pozostaje do darmowego pobrania ze strony bloga. Bo to („Droga”) jest przede wszystkim coś, czym chciałem się podzielić.

Dodałem też stronę z recenzjami. O dziwo, cztery osoby, które dały znać, że przeczytały całość to… mężczyźni! 🙂 A mówią, że kobiety czytają. A tymczasem…. to mężczyźni. Nie wiem. Może to książka napisana przez faceta dla facetów? Nie wydaje mi się, przynajmniej nie miałem takiego zamiaru.

Wciąż nie potrafię trafić, znaleźć dojścia, sposobu, by książkę zechciały wydać w tradycyjny sposób wydawnictwa „papierowe”.  Ale to nie jest tylko mój problem. Rynek jest specyficzny. Z kilkunastu wydawnictw, do których skierowałem zapytanie, odpowiedziały trzy, wszystkie negatywnie. W tym jedno, że po prostu jest małe i nie mogą, ale doceniają.

I tak pewnie powinno być. Bo wszystko, co nam się przydarza i czego doświadczamy, może…, powinno być. Nawet, jeśli to nas wcale nie cieszy 🙂

Życie codzienne wcale nie jest łatwiejsze od pielgrzymki, a pielgrzymka nie jest od niego trudniejsza. Przynajmniej tak to odbieram. Więc pora brać się w garść i iść, w kolejne dni.

Raport z rozpowszechniania się „Drogi” – 02

To ciągle miłe. Ilość pobrań „Drogi” na 10 września to:

  •  pdf: 558
  • epub: 193
  • mobi:  85
  • Razem: 836!

W ciągu tygodnia, od poprzedniego raportu, nastąpił wzrost o 30%. Wynik piękny, bo można było oczekiwać  stagnacji, bo informacje o „Drodze” już podałem wcześniej i do nowych grup osób, nie ma jak dotrzeć. Ale widać polecacie :), a może „tak miało być”?

Nie przestawajcie. Polecajcie polecać, oczywiście, tylko wtedy, jeśli uznacie, że książka jest tego warto. Tylko wtedy gdy jakoś w was zagości, gdy do was przemówi, gdy się wam spodoba. To jej droga, do nowych odbiorców.

Właściwie każdego dnia otrzymuję jakiś sygnał. List elektroniczny, wiadomość facebookiem, komentarz na blogu, że ktoś czyta „Drogę”, że jakoś na niej jest. Że ech… idzie i… widzi, i myśli. Że to jest coś.

To bardzo ważne. My Polacy, i mówię tu również o sobie, mamy tendencję do dystansowania się, do trochę zamykania się, do bycia widzem bardziej aniżeli uczestnikiem, jeśli osób czy zdarzeń bezpośrednio nie znamy.

Pamiętam jak byłem na takim spotkaniu sympatyków szlaku św. Jakuba w Lublinie. Ludzie weszli na salę usiedli i… pierwsze dwa, trzy rzędy krzeseł były puste. A przy drzwiach tłok. Serio. Więc nie bójmy się i nie pomijajmy, niekoniecznie tylko w stosunku do „Drogi”, wyrażenia opinii, wykonania jakiegoś kroku do przodu. To z naszych czynów, tworzy się rzeczywistość. Bez nich, będzie się osuwać w kierunku, jaki nadadzą jej inni.

Recenzji czyli opinii wyrażonych o książce po przeczytaniu całości (ba… blisko 1000 stron), jest dwie. Obie uczciwe, niezależne, bardzo pozytywne. Opinii z czytania mam wiele więcej, równie pozytywnych, czasem, już kiedyś używałem tego słowa, entuzjastycznych.

Jeśli chodzi o kraje i wejścia na bloga, które jakoś przekładają się na zainteresowanie i odbiór książki, to sytuacja jest bez większych zmian. Pierwsze trzy kraje to: Polska 61%, USA 12%, Francja 4%. Dalej ex aequo Niemcy i Wielka Brytania po 3%. W sumie wejścia są z 54 krajów, niektórych podejrzanie egzotycznych, jak Indie czy Tajlandia, z której było 36 wejść.

Dziękuję. Wszystkim, którzy czytają. Wszystkim, którzy dają mi znać, jak tę książkę odbierają. Szczerze, uczciwie, po prostu. Wszystkim, którzy tę książkę komuś polecili, zachęcili, zachęcili polecić. Wszystkim, którzy zechcieli wnieść jakiś datek, który na zasadzie donativo jest możliwy poprzez bloga.

Książka nie jest idealna, tak jak i ja nie jestem idealny. Jak pewnie każdy z was. Ale jest wyrazem dążenia. Dążenia, przy świadomości, swoich błędów i niedoskonałości. Przy doświadczaniu swojej słabości i przeciwności oraz „chłodu” świata. Bo to po prostu „Droga”, a nie wygodnie urządzony pokój, w którym się można rozkoszować „życiem”.

Jeszcze raz dziękuję. I zachęcam, do czytania, do polecania jeśli uznacie to za polecania warte. Do wszelkich innych małych kroków, aktywności, jeśli ta lektura wam coś przyniesie.

Nawiązałem kontakt z wydawnictwem, wydającym wyłącznie ebooki. Pierwszą odpowiedź, żeby przesłać pliki dostałem bo wielu, wielu dniach, bo mój mail „trafił do kosza”. Ponoć nie ma przypadków :). Z wydaniem papierowym dalej problem. Odbijam się jak od chłodnej ściany. Tyle ciekawych tematów i artystów tam mają, że na co im coś więcej? Jeśli książka ukaże się do sprzedaży jako ebook, to wtedy może uruchomię subskrypcję na wydanie papierowe i spróbuję pominąć mainstream, karmiący odbiorców wybranymi pozycjami.

Raz po raz spotykam się z propozycjami czy sugestiami stworzenia ebooka, ale ciągle się tego boję, bo boję się nieprofesjonalizmu. Boję się, że zrobienie tego po amatorsku, może przynieść więcej szkody jako korzyści. A na tym się nie znam po prostu.

Cel jaki miałem pisząc tę książkę, już osiągnąłem. Dotarła ona do ludzi i coś im powiedziała. To jest podstawowa i pierwsza wartość. Nad celem drugim, by ją rozpropagować, by stała się po prostu dostępna, na wyciągnięcie ręki dla naprawdę każdego, pracuję. Pomagacie mi. Ktoś napisał do znajomego w wydawnictwie, ktoś podpowiedział mi dalsze kroki, ktoś to rozpropagował na blogu. Dzięki.

Marzenie? Mam. Chciałbym, żeby ta książka była kiedyś przetłumaczona na 100 języków. I chciałbym, żeby zawsze była do ściągnięcia za darmo. Pomimo dostępności wersji komercyjnej. Bo tak jest dobrze. Bo ludzie powinni móc zapoznawać się z owocami pracy innych ludzi, jeśli są coś warte. Bo w nich wierzę. Może się mylę, ale wierzę, że jeśli zechcą to wyrażą swoje uznanie w taki sposób jaki będzie im wygodny, zgodny z ich preferencjami. Bo na szlaku też bywa – donativo i to jest piękne.

Czy te marzenia się spełnią? Nie mam pojęcia. Ale myślę, że warto marzyć o niemożliwym i dążyć do spełnienia takiego marzenia. Marzenia o możliwym to jakby za mało dla człowieka. Który przecież, zawsze szuka, zawsze idzie, zawsze zdąża, bo zawsze jest na „Drodze”.

Cytat z „Drogi” – książki o Camino. Nr 03

„Czego można się nauczyć od oceanu? Chyba jakiegoś spokoju. Dystansu. Do czego? Do wszystkiego. Gdy nie mamy dystansu, każda rzecz urasta do rangi palącego problemu. W końcu problemem stajemy się my, zaangażowani bezkreśnie w chwilowe zagadnienia, tracący z oczu życie, cały jego ogrom, piękno, przemijalność.”Atlantyk przed wschodem słońca

Cytat z „Drogi” – książki o camino. Nr 02

„Otaczają mnie sosny. Są jeszcze młode. Posadzone kilka lat temu. Będzie z tego z czasem las. Czas to przestrzeń. Możliwość. Szansa na zrealizowanie się różnych rzeczy. Czas to dar. Bez niego nic nie mogłoby się stać, wydarzyć, urosnąć, zakwitnąć. Często mamy pretensje do czasu, że zabiera, nasze życie, to co kochamy, to co chcielibyśmy zachować. Ale to błąd. Błąd tego chcenia. Bo czas to dar. Niczym niezasłużony. Całkiem jak nasze życie.”camino droga

Raport z rozpowszechniania się „Drogi”

Zarówno rozpowszechnianie się jak i opinie o „Drodze” przechodzą moje najśmielsze oczekiwania. Może były niewłaściwe,  te oczekiwania? Życie jest trochę jak Camino – nieznane. Nie jest naszą rzeczą, przewidzieć przyszłość. Jest nią – iść, iść do przodu.

Liczba pobrań książki:

  • pdf –        430
  • epub –    147
  • mobi –       66
  • Razem: 643!

Rzecz jasna część osób pobiera książkę w więcej niż jednym formacie, bo wszystkie są dostępne, jednak daje to na dzisiaj liczoną już w setkach liczbę osób, które pobrały i czytają tę książkę 🙂

Ciekawie wygląda geografia pobrań i wejść na bloga. To niedokładnie to samo (pobrania i wejścia) ale daje wiarygodny pogląd na zainteresowanie. Pierwsze trzy kraje to Polska 65% wejść, USA 9% oraz – uwaga! – Francja 6%. Dość podejrzanie wygląda Egipt na ostatnim miejscu 🙂 Kogo tam to zaciekawiło? 🙂

Opinie na temat „Drogi”, które do mnie docierają, czy to w postaci komentarzy na facebooku, czy w innych miejscach, czy w listach elektronicznych są więcej niż dobre, ba… więcej niż bardzo dobre 🙂 Więc może książka jest taka, jaka miała w swej istocie być? Wychodząca poza granice, przekraczająca to, co do pomyślenia, dotykająca serca, poruszająca człowieka. Wreszcie – dająca do myślenia.

Zacytuję kilka z nich:

książkę czyta się jednym tchem

Jest niewiarygodna, przeczytałem ją w kilka dni. (…) Jest to jedna z tych książek, która może odmienić życie człowieka.

Ta książka powinna być w każdej bibliotece a ludzie byliby szczęśliwi po jej przeczytaniu. Ta książka to uszczęśliwiaczka.

Od trzech dni pożeram „Drogę”. Zrobił się z tego pewien rytuał.

Idąc Drogą zobaczyłem więcej, niż na codzień. Zobaczyłem przede wszystkim, absurd stwierdzenia, że to ja idę i że to ja przeszedłem tę Drogę. To po prostu – nieprawda.

To jest jakieś echo, tego błędu egoizmu, postrzegania życia, rzeczywistości z punktu widzenia „ja”. Na różnych etapach, w różnych momentach, w różnych chwilach, na tej drodze pomagali mi ludzie. To ich czyny, ich dłonie, ich działania tworzyły tę drogę, pospołu z moim wysiłkiem.

Droga pozwoliła mi zobaczyć co to znaczy „Razem”.  To jest zupełnie fundamentalna jakaś nieziemska sprawa. Bo Razem żyjemy, Razem tworzymy, Razem jesteśmy. Bo owo „Razem” jest czymś wielkim i niesamowitym, czymś w czym mamy swój udział.

Ja byłem tylko jednym z tych, którzy przeszli moją pielgrzymkę, fakt – dość istotnym, ale wkład innych współtworzył ją dokładnie, i nie jest to przesada, tak samo.

Więc na koniec podziękowania. Każdemu z was, kto pobrał i czyta tę książkę. Każdemu z was, kto zrobił ruch więcej, jakże to potrzebne, i podzielił się swoimi wrażeniami w postaci opinii czy komentarza. Wszystkim z was, tu największa wdzięczność, którzy jakoś to wszystko współtworzą, polecając ją innym, pomagając mi w szukaniu wydawcy – dziękuję. Nie tylko w imieniu swoim, ale także Drogi.

Jeśli kiedyś ta książka, stanie się kamieniem milowym w kulturze, jeśli zostanie przetłumaczona na 100 języków, to będzie wasza zasługa, bo przecież sam tego nie dokonam ani nie zrobię. A jeśli tak się nie stanie? To zrobiliście coś dobrego, zrobiliśmy coś dobrego. Staraliśmy się. W dobrych zawodach wystąpiliśmy.

Na koniec, nie wiem czemu na koniec, chciałbym podziękować za wparcie finansowe, za wpłaty. Nie czuję się z tym zręcznie, choć być może powinno to być naturalne. Ale tak, dostaję wsparcie na wydanie papierowe. Na razie to nie są wielkie sumy, ale wszystko ma jakiś początek.

Dostaję zapytania prywatne czy to można dostać jako książkę wydaną na papierze. Odpowiadam, z przykrością, że nie można. Wydawnictwa to… trochę inny świat. Inny od tego, którego wyrazem jest Camino. Zastanawiam się, czy sens miałoby ustanowienie takiej presubkrypcji, czyli możliwości zgłaszania chęci nabycia tej książki w postaci papierowej. Gdyby uzbierało się wystarczająco dużo takich zgłoszeń, to wbrew „rynkowi” i wydawnictwom, można by ją wydać. A co!

Dziękuję jeszcze raz wszystkim czytającym. Zachęcam do dania wyrazu wrażeniom z lektury. Jeśli wam coś dobrego ona przyniosła to do podzielenia się informacją o książce ze znajomymi, tam gdzie możecie. W ten właśnie sposób, na przekór mainstreamowi, się ona rozpowszechnia. Zachęcam do polubienia strony książki, do zajrzenia, od czasu do czasu, na blog. Buen Camino!

20150608_094724

A to zdjęcie, to dziwny dom w Niemczech. Warto sobie powiększyć i zobaczyć co jest napisane pod krzyżem 🙂

Cytat 01 z „Drogi”

Postanowiłem, dodatkowo niejako, zamieszczać cytaty z „Drogi”, nawet jeśli wcześniej, gdzieś się pojawiły. Takie cytaty, które jakoś znaczą, zapamiętują się, brzmią.  Jeśli Tobie, jakiś fragment albo zdanie z tej książki przypadnie do gustu lub serca, to proszę o sygnał. Też w tej serii zamieszczę. Więc cytat pierwszy:

„Dlaczego nazywam, to co robię, podróżą? Czemu nie pielgrzymką? Nie wiem. Myślę o tym różnymi słowami. Ostatecznie rzecz biorąc, słowa nie są najważniejsze, wbrew zapewnieniom wszystkich wysokich autorytetów. Liczy się to, co człowiek robi, to po co to robi i to czy dochowuje raz danego słowa, czy strzeże wierności raz podjętej decyzji. Taka stałość nie jest prosta. I wcale nie jest, jakby chcieli niektórzy, kamienna albo twarda. Jest zupełnie odwrotnie. Wymaga ona, ta wierność właśnie, wrażliwego serca. Wymaga chuchania na płomyk, jaki w nim się zapalił. Bo z serca się bierze. Bo stamtąd bierze się wszystko. I wierzę jakoś, że idąc gdzieś w nieznane-nieznane, jakimś cudem dojdę do swojego serca. Jakimś cudem odnajdę je na nowo.”

Książka o moim Camino

Może to głupie, ale po prostu się boję. Odczuwam lęk, przed tym momentem. A jednak, wiele razy w życiu są takie momenty, gdy odczuwamy lęk czy obawę, a mimo to… robimy jakiś krok.

Może to są właśnie momenty najważniejsze, najbardziej wartościowe? Ta książka ma jedną zasadniczą cechę, jedną myśl przewodnią, jedną intencję jaka stała u jej początku i jaka prowadziła przez wszystkie jej słowa. Jest bezpośrednio, bez hamulców, wręcz brutalnie – szczera.

I to jest właśnie szansa ale i zagrożenie. Szansa na to, że wskutek tej szczerości, wskutek niepohamowanego niczym odsłonięcia prawdy, o tym co widziałem, co mnie spotkało, co przeżyłem, co czułem i co myślałem, może pokazać się coś więcej, prawda sama. Nie jakiś wymysł, poza, rola, udawanie, odgrywanie. Ale to co jest. A tylko prawda dotyka – serca.

Zagrożenie jest niewielkie. Takie, że wyśmieją, oplują, zlekceważą. Ten tekst albo mnie. W sumie to drobiazg.

Więc przekazuję wam, tę – niezwykłą – myślę, relację, z każdego ze 130 dni jakie minęły od mojego wyjścia z domu, do powrotu do Polski. Relację jakiej pewnie nie było i pewnie nie będzie. Bo świat to rynek, bo na nim są produkty, bo każdy chce zaimponować, dobrze wypaść, skorzystać.

Czego ja chciałem? Pewnie tego czego chciał Miłosz w swoim wierszu. Przeciąć „życie”, zobaczyć co jest w środku. Chciałem też podziękować, a jakie może być inne podziękowanie niż prawdziwe. Temu, który w końcu przyjmie nas – taką mam nadzieję – takimi jakimi jesteśmy.

Jeśli przeczytacie i jeśli do was dotrze, i jeśli uznacie że warto, ale tylko wtedy, podzielcie się z innymi, bo w dzisiejszym świecie do głosu dochodzi głównie agresywny, butny, często sterowany przez tych co z pieniędzmi albo usytuowani, marketing.

Książka nosi tytuł „Droga” i nie posiada jeszcze numeru ISBN, bo trudno o wydawcę. Jednak wkrótce, taką mam nadzieję, będzie dostępna w księgarniach internetowych jako ebook.

Można pobrać ją i czytać jednak już od dziś. Bo autorowi przysługują wszelkie prawa i korzystając z nich, swą opowieść udostępnia tym, co zechcą się z nią zapoznać i w ten sposób przejść, jakoś z nim, jeszcze raz tę niezwykłą zupełnie drogę. Buen Camino!

Krótki cytat:

„Dlaczego nazywam, to co robię, podróżą? Czemu nie pielgrzymką? Nie wiem. Myślę o tym różnymi słowami. Ostatecznie rzecz biorąc, słowa nie są najważniejsze, wbrew zapewnieniom wszystkich wysokich autorytetów. Liczy się to, co człowiek robi, to po co to robi i to czy dochowuje raz danego słowa, czy strzeże wierności raz podjętej decyzji. Taka stałość nie jest prosta. I wcale nie jest, jakby chcieli niektórzy, kamienna albo twarda. Jest zupełnie odwrotnie. Wymaga ona, ta wierność właśnie, wrażliwego serca. Wymaga chuchania na płomyk, jaki w nim się zapalił. Bo z serca się bierze. Bo stamtąd bierze się wszystko. I wierzę jakoś, że idąc gdzieś w nieznane-nieznane, jakimś cudem dojdę do swojego serca. Jakimś cudem odnajdę je na nowo.”

Zainteresowanych zapraszam na stronę zawierającą wszelkie niezbędne informacje i linki.

3Mv2_r01v002