Miesięczne archiwum: Wrzesień 2015

Postscriptum-Muxia

Za dnia padało mało. Wiał wiatr więc w mokrych rzeczach trochę zimno na początku. Rozgrzalem się marszem. Potem przejściowo pokazało się nawet słońce.

Buty cuchną tak, że lepiej nie mówić po tych dwóch dniach. W Muxia wreszcie ocean

20150916_035344No i sanktuarium Matki Bożej

20150916_035043

 

Dojście do sanktuarium dodatkowe 3km. Zaczęło padać. Przy kolacji pogadałem z parą Holendrów. Przyjechali tu na rowerach z domu.

 

Postscriptum-Oilveroa

A miało być tak pięknie…

Końcowy czterodniowy marsz, by się zrelaksować i przypomnieć, i przemyśleć. W AccuWeather.com pisało na żółto jak wół: „Ostrzeżenie. Możliwe tropikalne deszcze.”

Prognoza przewidywała trzy godziny deszczu, trzy godziny przerwy – na zmianę. Prognoza była do du… Nie było żadnych przerw. Szedłem ok 8 godzin w deszczu jakiego jeszcze nie widziałem. Poncho odesłałem do domu. Kurtka nie wytrzymała. Deszcz padał poziomo. Wiatr jak w relacjach z wysp Pacyfiku wyginał korony i gałęzie drzew. Huk był taki jak na Bałtyku w czasie sztormu. Temperatura środkowo europejska coś 15-16 stopni. Nawet gacie wykręcalem z wody. Przemokłem całkiem na wskroś. Chciałem sobie zaciągnąć sznurek przy kaptur ze to się urwał. Kaszlę. Jutro ma padać. Deczko mało optymistycznie. Raincover na plecak też nie bardzo wytrzymał. Bo cześć rzeczy w plecaku zamokla. Nie ma gdzie czego suszyć a robi się zimno. W moim domu Albergi nie ma toalety. Trzeba latać do innego ale przecież ciągle leje a z kurtki można wodę wykręcić wiec nie da się jej włożyć. Jednym słowem jest….

Jutro pogoda ma się zmienić, w tym sensie że będzie chłodniej. A ja wyjdę w mokrych rzeczach.

Poza tym wszystko wspaniale. Znów dałem radę I doszedłem pierwszy z ekipy z poprzedniej Albergi do tej nowej. Jeszcze ze dwa takie zwycięstwa a skończę w szpitalu.

Plan na jutro jest taki. Wkładam mokre rzeczy na siebie i wychodzę na dwór. Liczę że wskutek marszu ciało się rozgrzeje. Ostatni jako tako suchy polar chowam na moment dotarcia jutro do Albergi. Taka gra, zobaczymy czy wygram czy przegram.

Rano przed wyjściem przyplątał się do mnie kot.20150915_063243

Postscriptum-Negreira

Pierwszy etap poza Santiago. Wspominkowy. Znów oznaczenia, znów droga. Ale to już wiadomo takie postscriptum.

20150914_110608

Potem jeszcze trzy dni drogi. Dwa odpoczynku. Nocleg na lotnisku w oczekiwaniu na samolot. Przesiadka. I… 21 września wieczorem – Polska.

Tu jednak czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka. We Francji w Roquefort byliśmy podejmowani w Alberdze przez dwie urocze panie, które odgrażały się, że potem po dwóch tygodniach pójdą na Camino. I… Oto dziś spotkałem na noclegu jedną z nich. Śpimy koło siebie. Oto Sylwie:

20150914_163938

Jest pewna różnica wzrostu, więc musiałem usiąść 🙂

Santiago de Compostella

Siedzę na bocznym placu przy katedrze w Santiago de Compostella. W ustach chrupie mi bagietka.

20150912_125025

To co czułem wchodząc do tego miasta, a potem widząc postać Jakuba na frontonie katedry, wciąż we mnie jest. I pozostanie już na zawsze.

20150912_095439

Jutro  najbliższe spotkanie z Apostołem, bo w czasie mszy o 12.

 

Bóg jakimś cudem doprowadził mnie do tego miejsca, jak wszystkich nas prowadzi przez dni i ścieżki naszego życia.

Jemu samemu dziękuję. Jemu zaufałem. Dziwne to wszystko.

Po „compostelę” stałem 1,5 godziny. Mam jeszcze jogurt i czas. Każdy z nas ma czas…

20150912_123255

 

Monte do Gozo

Rano straszna mgła. Nic nie widać. Do właściwego Boimorto było z Albergi 2 km. Stąd do Santiago w sumie ok 50.

20150911_082017

Po prostu szedłem. Nie przestawałem. Po drodze mijałem stonkę pielgrzymkową (państwo z nadwagą i plecaczkami 20 litrów) w tempie pociągu ekspresowego.

Przeszedłem tak bez odpoczynku 45 km. Jestem tu:

20150911_182241

 

Jutro sobie z Jakubem pogadamy. Cieszę się. I… nijak nie dociera to do mnie, że to się stanie. Że jednak. Że to możliwe. To, co się wydawało niemożliwe. Tam, wtedy, w moim domu, jeszcze cztery miesiące temu.

Zostanę w Santiago również na niedzielę. Wtedy właśnie w niedzielę na mszy o 12 powiem Apostołowi, a za jego wstawiennictwem Bogu, o wszystkich powierzonych mi sprawach.

Stąd uprzejmie zapraszam  wszystkie osoby, które znam, wszystkie które „coś” mi powierzyły, wszystkie które czytają ten blog czy mnie znają, o uczestnictwo we mszy świętej w podobnym czasie. Tak będzie dobrze :). A święty Jakub uśmiechnie się do nas wszystkich i szepnie Panu Bogu wprost… do ucha 🙂

 

 

Boimorto

Nadal mam ostre tempo marszu. Do Santiago de Compostella zostało 48 km. Niesamowite. Raczej podzielę to na dwa dni.

Droga malownicza. Alberga nowoczesna i pusta. Jest nas troje.

Wszystko dzieje się jakoś niepostrzeżenie. Nagle.

Słońce chyli się ku zachodowi. Siedzę na płocie 50 m od Albergi bo w niej nie ma zasięgu.1441907044181Więc to już? Więc jednak? – pojawiają się pytania. Pielgrzymka jest jak życie. Nie ma w niej nic stałego. Niczego nie można zatrzymać. Nawet w tak długiej jak moja. Wszystko zmierza do końca.

Czy to pesymistyczna uwaga?

To zależy.

Od czego?

Od odpowiedzi na to jedno proste pytanie. Na które próbowałem sobie odpowiedzieć gdy kończyłem pielgrzymkę w Polsce.

– Czy koniec będzie nowym początkiem?

Dla mnie okazał się nim właśnie być. I to jedyne wytłumaczenie, które jednocześnie tłumaczy wszystko i wszystkiemu daje sens.

 

 

Miraz

W drodze do Miraz powitała mnie tęcza.20150909_080734

 

Później mijałem słupki wskazujące drogę do Santiago. Jest na nich odległość do Santiago w kilometrach metrach, np 153.247. Dziś minąłem słupek wyjątkowy:

20150909_090909

W Alberdze zostałem zapytany czy mówię po polsku. Przyjmowała mnie Angielka. Pani Małgosia. Jej rodzice zostali w Anglii po 2 wojnie światowej. Mówi płynnie po polsku. I o Polsce pamięta.

Prawa stopa. Ale nic to. No i jeszcze… ale nic to. Trzeba iść. Pani Małgosia mówi że idę długie dystanse.

Wieczorem byliśmy w kościele. Paru pielgrzymów Małgosia I jeszcze jedna Angielka. Zaśpiewałem „Pan jest mocą swojego ludu” po angielsku. Jakoś mnie nie wygwizdali.

Vilalba

Wyszedłem z Mondonedo wcześnie. Jeszcze się nie zbudziło ze snu.20150908_072007_LLS

Szedłem szosą.

20150908_090841

Spieszę się. W dwa dni przeszedłem trzy etapy z przewodnika.  Inwestuje ostatki sił, odporności na zmęczenie i kontuzje, bo chcę zdążyć. Chcę zdążyć do św Jakuba (Santiago) by dojść w niedzielę a nie w dzień powszedni. Wtedy o godzinie 12 w niedzielę byłbym na mszy w katedrze w Santiago i mógłbym zanieść do Apostoła wszystkie troski, wszystkie chwile, wszystkie intencje, moje własne i te – mi powierzone. I każda z drogich mi – czy też znanych po prostu – osób też mogłaby o tej właśnie porze się pomodlić. Czy się uda dojść na najbliższą niedzielę – zobaczymy. Codziennie powyżej 30km. Ostatnie dwa dni to 67-68km.

Od trzech dni jestem w prowincji Galicja. Całkiem jak ta polska. Wreszcie normalne Albergi z prawdziwego zdarzenia.

20150908_140001

Mondonedo

Dzień wcześniej pożegnałem się z Taka. Taka jest japońskim nauczycielem, który przyjechał do Hiszpanii na Camino. Przegadalismy parę godzin, przeszliśmy razem parę dni ( znaczy w grupie) byliśmy parę razy w jednej Alberdze. Teraz on zwolnił bo ma lot 1 października a ja przyspieszam. Więc nasze drogi się rozeszły.20150904_184536

W Mondonedo nasza trójka zrobila solidny obiad. Trójka Polaków :Staszek Justyna i ja. Była super sałatka, jajka sadzone na bekonie, smażona cebula i…. KARTOFLE!!!20150907_182818

Oraz poważne rozmowy o pielgrzymowaniu.20150907_141423