Miesięczne archiwum: Maj 2015

Środa śląska 33km

Nocowałem we Wrocławiu. W domu gościnnym sióstr zakonnych. Ile się należy? Ile pan uważa. Nie trawię tego. Pokój super. Jedynka. W samym centrum Wrocławia. Więc. .. ile?

Katedra wrocławska robi wrażenie. Wielka i chłodna. Niedzielna msza też taka wyważona i chłodna.

20150531_065526

 

Samo miasto mi się nie spodobało. W centrum brudno po chodnikach i kostce brukowej walą się szkło z potłuczonych butelek. Sporo pijanej młodzieży. Peryferie już czyste i zadbane. Galerie handlowe, blokowiska mrowiska.

Droga do Środy męcząca. Wzdłuż jakieś firmy magazyny fabryki. Na koniec poszło mi kolano. Z pewnym lękiem czekam na jutrzejszy poranek. Bo dziś ledwo się dowlokłem. Lepiej pisać z drogi. Teraz jestem strasznie zmęczony.

 

 

 

Na drodze do Wrocławia

W Oleśnicy potraktowany zostałem tak, że do tej pory czuję bardzo głęboki niesmak. Delikatnie mówiąc. Ale to za mną.

Wspomnę jeszcze Miłowice. Ksiądz pielgrzym! Przeszedł Camino wiele razy. W tym najtrudniejszymi szlakami. Wzbogaciłem się o doświadczenia rady kubek i muszę. No i nocleg w towarzystwie Matki Boskiej. Stała przy mnie w postaci dużej figury. Sen był zdrowy 🙂

Przedemną wielkie miasto Wrocław. W Oleśnicy nocowałem w jakimś pensjonacie. Z tej okazji zafundowałem sobie drugi w ciągu dwóch tygodni obiad z dwóch dań. A co? Jak szaleć to szaleć.

Na pierwsze był rosół pikantny kurczak z torebki firmy Vifon. Na drugie pasztet babuni z Biedronki. Najadłem się jak nigdy.

Rano cienie były długie. Cienie traw kołysały się na  chodniku a obok mnie mój własny cień. Kiedyś  zniknie i już go nie będzie. Ciekawe gdzie będę wtedy ja. Ta droga trochę wrasta we mnie. Jakieś  takie przenikanie. W pensjonacie  robotniczym właściciel chciał mi ustawić telewizor. Poczułem obrzydzenie. T o co mnie spotyka jest o tyle jaskrawsze. 20150530_080805

Walichnowy

32 km. Nie wiem jak się odmienia nazwą tej miejscowości. Forma i nastrój słabły wyraz z pokonywanym dystansem. Było tak:

20150526_135837

 

A potem tak:

 

 

 

20150526_174133

 

Nocleg na podłodze zrobił mi dobrze. Kościółek maleńki. Ksiądz proboszcz z poczuciem humoru. Brawo.  Tak często nam tego brakuje na codzień.

Idę do Kępna.  Ostrożnie. Bo wczoraj stara kontuzją się odezwała. Ten etap to 29 km. Rewelacyjne chmury na niebie. Rano było 7 stopni u wiatr w twarz. Trochę zmarzłem.

 

Osjaków 25 km

Gdy wychodziłem z poprzedniego noclegu napadło mnie sympatyczne małżeństwo. Sami przeszli cześć camino w Hiszpanii. Zrobiło się miło i swojsko. Chcą w tym roku ponownie iść i dojść na 21 września. Jest minimalna szansa że się spotkamy. Minimalna z mojej strony. Dostałem śniadanie oraz igłę z nitką do przebijania pęcherzyków. Kościół w Osjakowie duży księża sympatyczni. Jutro niestety 32 km.20150525_182052

Szczerców 23 km

W porównaniu z poprzednim etapem to drobiazg. Ale tylko w porównaniu. Wyszedłem bez żadnego prowiantu i prawie bez wody. Ach jak lekko. Kupię sobie w Biedronka. Guzik. Zielone świątki.

Trafiłem jakiś bar. To znaczy restauracje. Po cenach i nazwie. Na propozycje menu powiedziałem że na takie jedzenie to mnie nie stać. Szef popatrzył na mnie z litością.

– Bigos z chlebem za sześć pięćdziesiąt?

Ucieszyłem się. Siadłem. Czekam. Na stole ląduje talerz gorącego rosołu.

– Gratis. Od firmy – mówi kobieta która mi go przyniosła.

Nie przedstawiłem się. Nic nie mówiłem.  Że pielgrzymką czy coś. A tu rosół. Za nic. Ot zobaczyli człowieka głodnego o skromnych zasobach . Więc na czym polega Chrześcijaństwo?

Na pytanie o to czy mógłbym przenocować, zamiast chrząkania. Zakłopotania. Słyszę:

– Ależ oczywiście.

Własnym uszom nie wierzę. Ksiądz proboszcz w Szczercach ma gołębie serce. Po prostu. Takim ludziom nie jest łatwo w życiu. Ale tacy ludzie nadają życiu sens.

20150524_175627

Sulejów 30km i Bełchatów 40 km

W Sulejowie przyjęli mnie Cystersi. Piękny stary kościół. Ślady wzniósł ości i wielkości. Dwaj mnisi księża bardzo uprzejmi ale jakby nieco nieobecni. Zauważyłem jakąś książkę o Kodniu. Fascynująca historia jak Sapieha ukradł obraz z Watykanu.

20150522_172658

Cystersi mają zabójcze stroje zakonne. Chyba George Lucas ściągał do gwiezdnych wojen. Obok hotel. Jazgot całą noc. Rano pijana młodzież zatacza się między klasztorem a hotelem.

 

Ponieważ w dwóch parafiach nie udało mi się ustalić noclegów. Zdecydowałem się na 40 km marsz do Bełchatowa. Ksiądz kochany przyjął choć dokumenty sprawdził.

20150523_173550

 

Jak wszedłem do użyczonego pokoju to dostałem trochę pieczywa. Zjadłem i padł em nie mając siły na przebranie się i toaletę.

Problemy mi się pęcherze na stopach. To już od tego szaleńczego etapu. Przebijalem agrafką ale się odnawiają. Kiepsko trochę. Czyżby tak blacha sprawa miała mnie zatrzymać? Boli ale jakoś da się znieść. Żeby się tylko nie zepsuło bardziej.